Misja w Gruzji – lato 2019

 
O Gruzji mówiliśmy, opowiadaliśmy i pisaliśmy już sporo. Po każdym kolejnym wyjeździe misyjnym do tego kraju wspominaliśmy, że było trochę inaczej niż poprzednio. Wiadomo, żadne dwie wyprawy nigdy do końca nie są takie same. Co uczyniło tegoroczny wyjazd inny?

 

 
Ekipa? W tym roku pobiliśmy rekord liczebności naszego zespołu misyjnego – zebrało się nas aż jedenaście osób, 6 dziewczyn i 5 chłopaków. Powodem zwerbowania większej ilości chętnych był nowy pomysł, polegający na przeprowadzeniu naszych półkolonii dla dzieci tym razem w kilku miejscach jednocześnie.


 

Czas? Wyjechaliśmy w niedzielę 11 sierpnia z Wrocławia – samochodami do Warszawy, stamtąd samolotem do Tbilisi, gdzie wylądowaliśmy o bladym świcie, wsiedliśmy do marszrutki… i przygoda się zaczęła na dobre. Pierwszy dzień spędziliśmy odwiedzając wioskę Vaziani – miejsce, którego krajobraz przypomina widok niczym z postapokaliptycznego filmu. Mocne pierwsze wrażenia. Spędziliśmy nieco czasu oglądając okolicę, odwiedzając bliską nam Nonę i jej rodzinę, którzy zaangażowani są w Vaziani w prowadzenie zajęć dla dzieci i przekazywanie im Dobrej Nowiny o Jezusie. Następnie wyruszyliśmy do naszego miejsca docelowego – Shavshvebi. Tam resztę popołudnia i wieczoru poświęciliśmy na przygotowania, tak, aby kolejnego dnia o 9:00 ruszyć z programem dla tamtejszych dzieci.

 

 
Miejsce? Naszą „bazą” było dobrze znane już nam Shavshvebi – wioska Chatuny, kobiety, od której wszystko się zaczęło. To tutaj od wielu już lat jeździmy, aby pomagać jej w prowadzeniu zajęć dla dzieci. Dzieci, które albo mieszkają w wiosce od urodzenia, albo przyjeżdżają tu na wakacje. Dzieci, którym nierzadko brak kontaktu z dorosłymi i poświęcenia im uwagi. Dzieci, którym my przede wszystkim swoimi działaniami i postawą chcemy wskazać na Bożą miłość, na to, kim On jest. Wiedzieliśmy, że takich dzieci jest więcej – także poza Shavshvebi. Dzięki nawiązaniu kontaktu z pastorem Kościoła Baptystycznego w Gori otrzymaliśmy możliwość dołączenia w tym roku do działań prowadzonych przez wspomniany właśnie Kościół.
Były to dwa dodatkowe miejsca: wioska zamieszkana przez uchodźców z terenów Osetii Południowej, znajdująca się niedaleko Shavshvebi – po drugiej stronie autostrady, przebiegającej tuż obok –  oraz budynek kościoła w Gori.

 

Przez pierwsze cztery dni trwania półkolonii każdego ranka nasza ekipa dzieliła się na dwie grupy. Jedni z nas zostawali w Shavshvebi, drudzy wyruszali do wioski uchodźców, a potem do Gori, by pod wieczór wrócić. W każdym z tych miejsc prowadziliśmy różnorodne zajęcia dla dzieci – lekcje biblijne, języka angielskiego, warsztaty plastyczne, sportowe, ruchowe, filmowe, techniczne i taneczne. Prawie wszystkie potrzebne nam materiały przywieźliśmy z Polski – nie byłoby to możliwe bez zaangażowania, pomocy i ofiarności wielu osób, za co zarówno my, którzy prowadziliśmy te zajęcia – jak i uczestnicy zajęć – byliśmy, jesteśmy, i będziemy ogromnie wdzięczni.

 

 
Dzieci? Ciężko nie zauważyć, jeśli jest się uczestnikiem wyjazdu misyjnego do Gruzji już któryś kolejny rok, dużej zmiany w zachowaniu i postawie dzieci. Zarówno młodsi jak i starsi wydają się być bardziej spokojni, słuchający i zaangażowani. Nie dość, że są oni zainteresowani udziałem w przygotowanych przez nas zajęciach, to znajdują się osoby, które z własnej inicjatywy zostają po zakończonych warsztatach, pytając, czy można w czymś pomóc, coś odnieść, posprzątać – co wydawać by się mogło czymś niemożliwym podczas pierwszych wyjazdów misyjnych sprzed kilku lat. Bijatyki i krzyki nie ustały całkowicie, jednak znaczącą ich część zastępuje spokój i uśmiech. Wiele spośród dzieci i młodzieży opanowało też wyższy niż w latach poprzednich poziom angielskiego, tak, że ze sporą częścią z nich jesteśmy w stanie bez większych problemów w tym języku się porozumiewać, czy nawet prosić do pomocy w tłumaczeniu na gruziński.

 

 
Widząc ten rozwój w dzieciach, czy też nawet tylko słysząc o nim, na pewno niektórym nasuwa się na myśl pytanie: czy to wszystko – to zasługa naszych właśnie wyjazdów?
Ciężko byłoby móc ze stuprocentową pewnością przypisać te zmiany naszym tylko działaniom. Ktoś mógłby zapytać: cóż może zmienić 10-dniowy pobyt grupy misyjnej w Gruzji na tle całego roku? Tego, prawdę mówiąc, nie wiemy. Nie jesteśmy w stanie tego żadnym ludzkim sposobem zmierzyć. Ale możemy ze stuprocentową pewnością określić inne rzeczy.

 

 
Jesteśmy w stanie wskazać jedną Osobę, której przypisać możemy całą zasługę, w pełni. Jesteśmy pewni, że każda dobra zmiana w życiu każdego człowieka – czy to dorosłego mieszkańca Wrocławia, czy dziecka w gruzińskiej wiosce – dzieje się z woli i za sprawą jedynego, prawdziwego Boga. Boga, który widzi każdego – małego i dużego, bogatego i biednego, w każdym zakątku świata, na każdym etapie życia. I to właśnie przez wzgląd na Niego decydujemy się co roku jeździć w to dość odległe i pełne wyzwań miejsce, jakim jest Gruzja – by pomagać, służyć, słuchać, rozmawiać, przebywać, przytulić, uśmiechnąć się – każdym gestem wskazując na Boga. Wiemy, że jesteśmy w stanie kochać i dzielić się miłością, ponieważ to On pierwszy nas pokochał i pokazał, jak się tą miłością z innymi dzielić. Wierzymy, że Bóg jest w stanie działać poprzez nas i że wyposaża nas do tego, do czego nas też powołuje. I chcemy być przez Niego używani – teraz jak i w przyszłości, wszędzie tam, gdzie się znajdziemy.

 

 



Podziękowania od Chatuny i Nony